Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 25.X.1981r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 25.X.1981r.

Od kilku dni jest już w rezerwie. Odszedł - po 3-letniej służbie - z poczuciem dobrze spełnionego żołnierskiego obowiązku. Był znakomitym radiotelegrafistą, a także przewodniczył zarządowi ZSMP na ORP "Warszawa". Funkcję tę od początku traktował jako dodatkowy, zaakceptowany przez siebie obowiązek, nigdy jako okazję do korzystania z jakichś przywilejów. Trudno sobie to zresztą wyobrazić, by załoga wybrała na przewodniczącego zarządu człowieka, który nie miałby osiągnięć w zakresie swej marynarskiej specjalności; wzorowej postawy organizacja wymaga przecież od wszystkich swych członków. Pracowitość i rzetelność, przedsiębiorczość i skromność - to przymioty, które go cechują. To źródło autorytetu, jakim się cieszył na okręcie MAT ARKADIUSZ SZCZEPANIAK.

Chłopak na medal

DZIECIŃSTWO i młodość miał trudniejszą niż wielu jego rówieśników. Z winy ojca doszło do rozbicia rodziny. O tych sprawach mówi z goryczą, niechętnie raczej. Urodzony w Wejherowie, rychło jednak opuszcza to miasto. Wyjeżdża z matka i siostrą do Ostrowa Wielkopolskiego - do babci, gdzie rozpoczyna życie na nowo. Niełatwy to był start. Sztuka wiązania końca z końcem stała się na wiele lat udziałem matki, na barki której spadł obowiązek utrzymania rodziny. Jedynym jasnym punktem w tamtych czasach była wielka troskliwość i serdeczność macierzyńska; tej w domu nie brakowało.
Po skończeniu szkoły podstawowej poszedł do Zasadniczej Szkoły Zawodowej przy Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego w Ostrowie. Trzy dni nauki w tygodniu i trzy pracy - to droga, która musiał przebyć, by zostać operatorem ruchowo-przewozowym. Szkołę kończy w 1975 roku i podejmuje pracę na kolei jako nastawiacz. Kiedy przyniósł do domu pierwszą wypłatę, ogromnie ucieszyło to wszystkich. A przecież - będąc jeszcze w szkole - musiał pracować w wakacje, by było za co kupie we wrześniu szkolne zeszyty i książki. Kiedy rówieśnicy "rozbijali się" na rowerach, on marzył o posiadaniu takiego pojazdu.

Mimo iż wiele w życiu doświadczył, to jednak .pierwszą prawdziwa szkołę życia przeszedł dopiero na kolei. Zawód kolejarza wymaga szczególnej rzetelności i uczciwości, braki kadrowe powodują dodatkowe obciążenia fizyczne i psychiczne. Pociągała go mocno praca w PKP. Postawił sobie za cel zdobycie czerwonej czapki. Ale od zawiadowcy stacji wymaga się znacznie więcej wiadomości niż od niższego personelu kolejowego. Podejmuje więc Arek naukę w wieczorowym technikum w Poznaniu. Uciążliwy dojazd, duże wydatki związane z nauką, wreszcie choroba matki zmuszają go do przerwania nauki. Niespodziewanie zakład pracy przychodzi mu z pomocą. Widząc jego dotychczasową wzorową postawę w pracy, przełożeni dają mu szansę uzyskania wymarzonego stanowiska po intensywnym samokształceniu. Szansę tę wykorzystuje i niebawem obejmuje pierwsze w swym życiu samodzielne stanowisko na małej podostrowskiej stacji. W ciągu trzech pracowitych lat dzielących go od ukończenia szkoły, osiągnął pozycję, z której najbardziej chyba dumna była... matka.

      Nowy rozdział w życiu Arkadiusza Szczepaniaka rozpoczął się z chwilą powołania go do odbycia zasadniczej służby wojskowej. Kiedy więc otrzymał kartę powołania do Marynarki Wojennej, bardzo chciał służyć ona okrętach. Ale - jak wszyscy - zaczął od Ustki. "Zimę stulecia" w 1978 roku, spędzoną w CSSMW, będzie pamiętał przez całe życie. Praca przy usuwaniu zwałów śniegu przeplatała się z intensywną nauką abecadła wojskowego, i przysposabianiem do specjalności artylerzysty... Wysokie tempo życia i służby wypełniły cały sześciomiesięczny okres jego pobytu w Centrum. Kurs radiotelegrafistów kończy ze średnią 4,90. Klasy wówczas nie były zbyt często nadawane w CSSMW. Musiał je zdobywać dopiero na okręcie. Był radiotelegrafistą II klasy; pełnił obowiązki dowódcy drużyny radio i przynależał do DSS.

      Wiosną 1979 roku otrzymuje przydział na ORP ,,Warszawa", który akurat przechodził remont w stoczni. W ciągu 11 dni zaliczył znajomość okrętu - jako drugi spośród nowo przybyłych marynarzy. Niebawem przeszedł solidną zaprawę morska. 32 dni na morzu - jak na pierwszy raz - były dlań dużym przeżyciem. Rejs ten odbył nie na swoim okręcie, lecz na innym. Kiedy "Warszawa" po remoncie wyszła na morze, nie był już nowicjuszem.

      Samokształcenie, dzięki któremu w cywilu daleko doszedł, zaczęło przynosić widoczne efekty i na "Warszawie". W ciągu ponad dwóch lat uzyskał wiele wyróżnień, spośród których dwa ceni najwyżej: srebrną odznakę "Wzorowy Marynarz" i radzieckie odznaczenie "Przodownik Bałtyckiej Morskiej Floty", które otrzymał z rąk admirała Dymowa za całokształt służby i udział w ćwiczeniach bratnich flot.
W czasie służby na ORP "Warszawa" wiele się nauczył, zdobył znaczne doświadczenie, opanował w mistrzowski sposób pracę kluczem i semaforem, które to umiejętności chce pogłębiać i wykorzystać po odejściu do rezerwy...Zobzczył też dużo świata.

      Z organizacją młodzieżową i pracą społeczną Arkadiusz Szczepaniak zetknął się po raz pierwszy w swoim zakładzie pracy, tuż po skończeniu szkoły zawodowej. Należał do Związku Młodzieży Socjalistycznej. Jego organizacja cieszyła się dużym uznaniem w środowisku. ZMS-owcy zagospodarowali im.in. zniszczony park, urządzali atrakcyjne rajdy i wycieczki...

      W Ustce także włączył się w nurt pracy młodzieżowej, chociaż - jak stwierdził w rozmowie ze mną - sposób "zakładania" organizacji był, delikatnie mówiąc, daleki od ideału. W pododdziale znalazło się kilku kolegów myślących tymi
samymi kategoriami co on. Rychło więc powstały koła zainteresowań; zdobyły one dużą popularność wśród członków organizacji i marynarzy nie zrzeszonych. Wieczorowy kurs dla aktywistów ZSMP udało się. pomyślnie doprowadzić do końca. Dobrze zapowiadające się koło, w związku z zakończeniem nauki specjalności, przestało istnieć - marynarze rozjechali się do nowych jednostek i na okręty.

      Do organizacji na ORP "Warszawa" przyszedł już ze sporym bagażem doświadczeń, bowiem w CSSMW był członkiem zarządu. Zmiana środowiska, specyfika służby na okręcie chwilowo zmniejszyły aktywność społeczną Arkadiusza. Po roku służby, w połowie kadencji, odszedł do rezerwy dotychczasowy przewodniczący zarządu okrętowego Leszek Grała. Na stanowisko przewodniczącego został rekomendowany mar. Arkadiusz Szczepaniak...
      Początkowo, przytłoczony szerokim zakresem działania, a także rozbudowaną nad miarę dokumentacją, niewiele dla organizacji - jak stwierdza - zdziałał. Wkrótce jednak "rozkręcił się".

Swa energią, przedsiębiorczością i praca zyskuje uznanie i poparcie załogi. Kiedy przychodzi kampania sprawozdawczo-wyborcza, koledzy powierzają mu ponownie funkcję przewodniczącego. Teraz więc, wespół z gronem ludzi chętnych do pracy w organizacji, rusza do działania. Czyny społeczne na rzecz środowiska i gospodarki narodowej, szkolenie ideowo-polityczne w organizacji, wycieczki, spływy kajakowe, kuligi to tylko wybrane akcje, które wśród załogi spotkały się z uznaniem i poparciem.

      Za aktywna działalność w organizacji młodzieżowej mat Arkadiusz Szczepaniak został wyróżniony srebrną i złota odznaką "Młodzież dla postępu".
- Jest lubiany za swoją bezpośredniość, otwartość i jednocześnie duże poczucie humoru - powiedział mi podczas mojej wizyty na okręcie chor. mar. Błażejak. - Interesuje się wieloma sprawami i uważa, że wszędzie można się czegoś ciekawego nauczyć. Jest aktywnym członkiem PTTK, udziela się w harcerskim Kręgu Instruktorskim...
- To, że odnotowałem w pracy młodzieżowej tak znaczne sukcesy - powiedział mi przed odejściem do rezerwy mat Szczepaniak - zawdzięczam życzliwości dowódcy okrętu, który nigdy nie odmawia pomocy naszej organizacji, ma do niej zaufanie. Wiele też nauczyłem się od kmdra ppor. Kazimierza Synawy, cieszącego się dużym autorytetem i sympatią załogi. Cenna była pomoc merytoryczna ze strony zastępcy ds. politycznych okrętu oraz ppor. mar. Bogdana Kasprowicza, który jako sekretarz zarządu koła wniósł niepodważalny wkład w przygotowanie wielu atrakcyjnych imprez organizowanych dla załogi przez zarząd ZSMP. Bardzo dużo nauczyłem się od Pawła Golika, mego przyjaciela, który swoim zapałem do pracy, dużą wiedza i aktywnością potrafił zawsze konstruktywnie na innych oddziaływać. To mi bardzo imponowało. Przyjaźń nasza chyba nie skończy się po odejściu do rezerwy.

      Mat rez. Arkadiusz Szczepaniak powraca do swojego zawodu. Chce nadal pracować w organizacji młodzieżowej. Macierzysty zakład i koło ZSMP .pozyskają w nim naprawdę wartościowego człowieka. Dodam - bardziej doświadczonego, bardziej wyrobionego życiowo niż był przed 3 laty.

Por. mar  A. WĄTROBA