Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 01-03.V.1981r.

Bandera - Tygodnik Marynarki Wojennej - 01-03.V.1981r.

Ćwiczenie trwa...

ORP "Warszawa" jest beniaminkiem; nie wiem na pewno, czy sztabów, lecz "Bandery" bez wątpienia. Trudno się dziwić: pełnia na tym okręcie służbę ludzie wytrwali i ofiarni, znakomici specjaliści. Przydają sławy niszczycielowi - flagowej jednostce naszej floty.

Skomplikowane urządzenia okrętowe zmuszają do nieprzerwanego doskonalenia swoich kwalifikacji, szkolenia, które prowadzić musi kadra o najwyższych kwalifikacjach. Kwalifikacje jednak same się nie zrodzą - wiec musza wciąż dbać o (poziom swojej wiedzy i kadra, i marynarze - z pomocą kadry. Tak jest na całym okręcie i w każdym jego dziale, każdej komórce organizacyjnej.

      Podobnie i w grupie artylerii lufowej, na czele której stoi ppor. mar. inż. Bogdan Kacprowicz, absolwent Wyższej Szkoły Marynarki Wojennej w 1977 roku.

      Opinia o okręcie często wywodzi się stad, że "znakomicie wykonane zostało strzelanie przeciwlotnicze", że "artyleria główna zmiotła tarcze z powierzchni morza", "marynarze działają szybko i bezbłędnie". Bywa wiec, że właśnie artyleria, ta królowa broni, jest podstawa klasyfikacji okrętu.

Czy artyleria lufowa nadal jest "królową broni", to - wydaje mi się - problem wart przedyskutowania. Niezależnie jednak od wyniku tej dyskusji, lufy artylerii głównej "Warszawy", kierujące się na cel, robią imponujące wrażenie. Wrażenie potęgi, dużej siły. Rośnie serce, gdy niszczyciel, idąc z duża szybkością, gotowy jest do zniszczenia celu. Wieża, dzięki danym wypracowanym przez CKSA (Centrale Kierowania Strzelaniem Artyleryjskim), oraz. armata przeciwlotnicza zwrócone zostają w odpowiednim kierunku. Gdy spoglądam na to z głównego stanowiska dowodzenia, zdaje mi się, jakby okręt był jakaś żywa istota.

      Zapewne nie każdemu zdarzają się takie skojarzenia. Marynarzom z "Warszawy" - nie. Przyzwyczaili się do ciężkiego sprzętu, znajdującego się na okręcie.

Grupa artylerii lufowej (kalibrowanej, jak moglibyśmy napisać, choć rzadko się już dzisiaj używa tego słowa) jest nadzwyczaj precyzyjnie działającym organizmem. Poszczególne stanowiska bojowe, o których powiemy za chwile, powiązane są nićmi łączności. W działalności bojowej powiązane musza być one ze sobą, współgrać, współbrzmieć nawet - to określenie dla artylerii jest nad wyraz stosowne. Nad poczynaniami każdego z nich czuwa dowódca grupy, znajdując się osobiście, choć nie sam, w stabilizowanym .punkcie kierowania ogniem. Nazwa okropna, lecz marynarze mówią po prostu "es-pe-ka-o".
Dla postronnych jest to umieszczony wysoko nad pokładem dalmierz w kopule. Widać go z każdej strony znakomicie. SPKO mieści jeszcze drużynę dalmierzystów. dowodzona przez st. mar. Kazimierza Juchniewicza. Dwaj operatorzy, gdy istnieje taka potrzeba, "celują" dalmierzem na wskazany obiekt morski, lądowy lub... powietrzny. Tak, tak, obiekty latające również mogą być skutecznie "zdejmowane" ogniem artylerii głównej. Dowódca drużyny zaś, gdy dalmierz już wymierzony, dokonuje pomiaru odległości. Wynik przekazany zostaje automatycznie do centrali.

Może się wydawać, że pominęliśmy dowódcę grupy, który przecież znajduje się w kopule dalmierza, przeciwnie! Dowódca grupy otrzymuje ze stanowiska dowodzenia działem artyleryjskim ogólne dyspozycje, dotyczące prowadzenia ognia. Dowiaduje się wiec, które cele i jak powinny być niszczone. I to wszystko. Reszta wiec spoczywa na jego barkach. Ta "reszta" - to właśnie prowadzenie ognia aż do zniszczenia celu. Dowódca grupy, jak z tego wynika, podać musi wszystkie niezbędne komendy na stanowisko oraz tę ostateczną: PAL!

CKSA - z tym skrótem zapoznaliśmy się przed chwilą - dowodzona jest przez st. chor. mar. Wiesława Kisiela. Znajduje się tam również drużyna elektryków artyleryjskich. Ekipa, znajdująca się w tym mózgu" artylerii głównej, ma za zadanie wypracowanie danych do strzelania. które z kolei - przekazane automatycznie na wieże - spowodują ustawienie jej we właściwy sposób, po prostu - wycelowanie. Drużyną elektryków dowodzi mat Andrzej Gach, jeden z najlepszych podoficerów służby zasadniczej na krecie. Posiada on II klasę, jesienią zaś spróbuje "zgarnąć" pierwszą. Jest bardzo samodzielny i sumienny oraz - co podkreślają przełożeni - posiada szczególne predyspozycje dowódcze. Pod dowództwem wiec mata A. Gacha drużyna elektryków działa śpiewająco, wywiązując się bezbłędnie z nałożonych obowiązków. Sformułowanie to jest. oczywiście, bardzo ogólne, bo przecież kolektyw ludzki to nie jednolita masa, ale barwny kalejdoskop najróżnorodniejszych charakterów, przyzwyczajeń, temperamentów. Tam, w centrali, pojawia się często technik grupy artylerii, chor. mar. Roman Śliwiński. Czuwa, aby w wypadku awarii została ona niezwłocznie usunięta.

Artyleria jednak bez... armat nie byłaby wiele warta. Staramy się dotrzeć na stanowisko artylerii głównej oraz średniego kalibru, czyli przeciwlotniczej.

      Dowódca wieży artylerii głównej jest chor. mar. Tadeusz Iwański.
Jest człowiekiem o wielkim doświadczeniu w służbie okrętowej na niszczycielach. Posiada odznakę "Wzorowy Dowódca" i I klasę w swojej specjalności. Zresztą -w jednym z najbliższych numerów "Bandery" - poświecimy temu dowódcy więcej miejsca. Jego osobowość godna jest tego, aby przedstawić ja Czytelnikom.

 

W swoim "królestwie" chorąży dowodzi 12 ludźmi - artylerzystami na schwał. Są to dwie drużyny: pierwsza obsługuje .prawe działo, druga - lewe. Każda z drużyn musi umieć działać precyzyjnie, szybko i bezbłędnie. Jest to pewnego rodzaju manufaktura: czynności następują po sobie po kolei, jeśli nie nastąpi pierwsza, nie da się zrealizować drugiej - i tak dalej. Jeśli po prostu ładunek nie zostanie dostarczony z komory, to inni specjaliści będą w zasadzie... bezrobotni. Pierwszą drużyna dowodzi st. mar. Mariusz Jankowski, prawa ręka chorążego; drugą - st. mar. Władysław Szylkin. Obydwaj zajmują etaty podoficerów zawodowych i sprawdzają się na nich znakomicie. Warto wspomnieć, że w czasie każdego zajęcia, ćwiczenia czy treningu miedzy ekipami poszczególnych dział istnieje ostra rywalizacja, istnieje wszak po temu podstawa: specjalności są te same.
Zostawiamy obsadę artylerii głównego kalibru w ich wieży podczas intensywnego treningu w specjalności. Pot rosi twarze artylerzystów. Trzeba jednak podkreślić, że dawno już skończyły się czasy, gdy do artylerii ciężkiej (chociaż na "Warszawie" nie jest jeszcze taka ciężka) potrzebni byli ladzie wyłącznie... silni. Dziś artyleria kalibrowana też wymaga nie ułomków, to prawda, lecz równocześnie ludzi wykształconych, umiejących z wyobraźnia - i bardzo sprawnie - obsługiwać skomplikowane mechanizmy.

Bardziej z tyłu, za wieża artylerii głównego kalibru, znajduje się stanowisko artylerii przeciwlotniczej. Mierzą w niebo cztery sprzężone lufy, które - kierowane wprawnymi: rękoma artylerzystów - potrafią celnie razić wyznaczone obiekty morskie lub latające. Obsada armaty przeciwlotniczej - możemy nazwać ją również średniego kalibru - dowodzi chor. mar. Józef Kosobucki. I on, podobnie jak chor. T. Iwański, awansowany został do korpusu chorążych w drodze wyróżnienia. Chorąży posiada ogromny autorytet w gronie swoich podwładnych, będąc znakomitym przełożonym i doskonałym specjalista. Strzelania. wvkonywane przez jego obsady, zawsze uzyskują wysokie oceny.

Dzisiaj szkolenie odbywa się w szybszym, niż zwykle, tempie. Może przyczyna tego jest fakt. że w nocy spadł śnieg? Jest przecież jeden z ostatnich dni kwietnia! Praca artylerzystów przebiega na świeżym powietrzu, gdzie praży słońce i studzi niewielki... mróz.

Marynarze-artylerzyści z "Warszawy" większość szkoleń odbywają na swoim okręcie, gdzie sprzęt jest specyficzny. Właściwe jego opanowanie jest źródłem sukcesu w późniejszych ostrych strzelaniach na morskim poligonie.
Gdy schodzimy z wieży i zostawiamy artylerzystów przeciwlotniczych na stanowiskach, tam jeszcze trening trwa...

kpt.  mar.  Andrzej KUCZERA
Foto - st. bosm. T. Ignacik

NA ZDJĘCIACH: l - W komorze ładują amunicję na podnośnik: komorowy st. mar. Eugeniusz Zieleń i st. mar. Marek Kijanowski. 2 - St. mar. Władysław Szylkin i ładowniczy ładunku mar. Zbigniew Cielecki ładuują amunicje na podajnik działa. 3 - Nastawniczy zapalnika, mar. Wacław Insatlowski. przeładowuje pocisk w wieży. 4 - W centrali: mat Andrzej Gach, mar. Stanisław Koper i st. mar. Bernard Kajtowski. 5 - Ćwiczy obsada armaty przeciwlotniczej: st. mar. Paweł Golik. st. mar. Stanisław Janiec i mar. Roman Sanigórski. 6 - Pomieszczenie pod wieżą. Tutaj amunicje przeładowują: podwieżowy - wreczyciel pocisku mar. Ryszard Kruszewski i wręczycie! ładunku - st. mar. Bogdan Mozgawa. 7 - Celowniczy armaty przeciwlotniczej, st. mar. Marian Kutkowski.